czasem nie trzeba wędrować daleko :)
poniedziałek, 14 listopada 2011
wędrówki niedzielne - po prostu jesień
Nie dość, że jak zwykle spóźniona to jeszcze ciężko ubrać w słowa tę radość, którą sprawił mi spacer w parku ...no cóż uwielbiam jesień ...taką szeleszczącą zeschłymi liśćmi, kolorową, radosną













czasem nie trzeba wędrować daleko :)
czasem nie trzeba wędrować daleko :)
niedziela, 6 listopada 2011
wędrówki niedzielne - Podlasie - powroty
O mojej miłości do Podlasia pisałam TUTAJ a w tym roku dane mi było odwiedzić je ponownie ...po siedmiu latach ...była to podróż bardzo sentymentalna ...
odwiedziłam groby moich bliskich (dziadków obydwojga rodziców i całej dalszej rodziny) i jak zwykle urzekły mnie stare krzyże ...coraz mniej starych mogił ...



a potem wróciłam do wspomnień z cudnego dzieciństwa ...to w tej chatce bez wody i toalety spędzałam połowę wakacji (drugą spędzałam u rodziców mamy w domku murowanym ;) ) ...to tu rodziły się moje pierwsze miłości, uczyłam się doić krowę, kąpałam się w rzece i wypiłam pierwszą kawę ;) i nigdy nie zapomnę jak na zabawę jeździliśmy koniem a myliśmy się w misce ...magiczne czasy ...






to ten rozpadający dom wzywał mnie przez ostatnie siedem lat ...z czasem ludzie splądrowali jego wnętrze ...zniknął piec kaflowy i wszystko co było metalowe oraz drewniane ...kanapy rozpruto a szafy rozgrabiono ...mimo to chciałam wejść do środka i ostatni raz poczuć atmosferę z dzieciństwa ...a tam w szafie wśród pustych półek czekał na mnie krzyżyk babci ...wiedziałam, że był jakiś powód tego powrotu ...

znalazłam również kredens, dół jest w stanie opłakanym ale góra do odratowania ...niestety nie zmieścił się do bagażnika ...i mam z dziadkami taką umowę, że tegorocznej zimy mają trzymać daszek chałupki coby się nie zawaliła na kredens ...a wnuczka wróci latem :)
a potem udaliśmy się do domu drugich dziadków ...teraz mieszka tam wujek ...pewne rzeczy zostały niezmienne jak pastwiska dla krów (kiedyś je wypędzałam na łąki) czy kapliczka Maryjki (gdzie zanosiłyśmy kwiatki)

inne urosły jak stary kasztan na którym dziadek zrobił domek (czyt. przybił deskę, żebyśmy miały domek na drzewie ;) )

inne się zestarzały jak strych nad oborą gdzie zjeżdżaliśmy na pupach po sianie

a innych po prost nie ma jak babcine pierogi z miętą i gołębie dziadka ...zostały wspomnienia i pamiątki ...to dla nich przemogłam lęk przed drabiną i wspięłam się na strych ...a tam jak w domku pierwszych dziadków czekały na mnie skarby ...jak uczy bajka o trzech świnkach - warto budować dom murowany ...z czasem przetrwało więcej pamiątek ;)
portret pradziadków ze zbitą szybą, kufer stryjka, miarka dziadka, świadectwo mojej mamusi z szóstej klasy podstawówki


komiksy i książeczki mojego dzieciństwa

szuflada

i ławka zrobiona przez dziadka


ławka odnowiona stanie w wiatrołapie ...a tu zdjęcie - inspiracja...moja ławka ładniejsza ;)
a tutaj kilka pomysłów na aranżacje walizkowe
wróciłam zadumana ale szczęśliwa ...latem znowu tam wrócę :)
odwiedziłam groby moich bliskich (dziadków obydwojga rodziców i całej dalszej rodziny) i jak zwykle urzekły mnie stare krzyże ...coraz mniej starych mogił ...
a potem wróciłam do wspomnień z cudnego dzieciństwa ...to w tej chatce bez wody i toalety spędzałam połowę wakacji (drugą spędzałam u rodziców mamy w domku murowanym ;) ) ...to tu rodziły się moje pierwsze miłości, uczyłam się doić krowę, kąpałam się w rzece i wypiłam pierwszą kawę ;) i nigdy nie zapomnę jak na zabawę jeździliśmy koniem a myliśmy się w misce ...magiczne czasy ...
to ten rozpadający dom wzywał mnie przez ostatnie siedem lat ...z czasem ludzie splądrowali jego wnętrze ...zniknął piec kaflowy i wszystko co było metalowe oraz drewniane ...kanapy rozpruto a szafy rozgrabiono ...mimo to chciałam wejść do środka i ostatni raz poczuć atmosferę z dzieciństwa ...a tam w szafie wśród pustych półek czekał na mnie krzyżyk babci ...wiedziałam, że był jakiś powód tego powrotu ...
znalazłam również kredens, dół jest w stanie opłakanym ale góra do odratowania ...niestety nie zmieścił się do bagażnika ...i mam z dziadkami taką umowę, że tegorocznej zimy mają trzymać daszek chałupki coby się nie zawaliła na kredens ...a wnuczka wróci latem :)
a potem udaliśmy się do domu drugich dziadków ...teraz mieszka tam wujek ...pewne rzeczy zostały niezmienne jak pastwiska dla krów (kiedyś je wypędzałam na łąki) czy kapliczka Maryjki (gdzie zanosiłyśmy kwiatki)
inne urosły jak stary kasztan na którym dziadek zrobił domek (czyt. przybił deskę, żebyśmy miały domek na drzewie ;) )
inne się zestarzały jak strych nad oborą gdzie zjeżdżaliśmy na pupach po sianie
a innych po prost nie ma jak babcine pierogi z miętą i gołębie dziadka ...zostały wspomnienia i pamiątki ...to dla nich przemogłam lęk przed drabiną i wspięłam się na strych ...a tam jak w domku pierwszych dziadków czekały na mnie skarby ...jak uczy bajka o trzech świnkach - warto budować dom murowany ...z czasem przetrwało więcej pamiątek ;)
portret pradziadków ze zbitą szybą, kufer stryjka, miarka dziadka, świadectwo mojej mamusi z szóstej klasy podstawówki
komiksy i książeczki mojego dzieciństwa
szuflada
i ławka zrobiona przez dziadka
ławka odnowiona stanie w wiatrołapie ...a tu zdjęcie - inspiracja...moja ławka ładniejsza ;)
a tutaj kilka pomysłów na aranżacje walizkowe
wróciłam zadumana ale szczęśliwa ...latem znowu tam wrócę :)
czwartek, 3 listopada 2011
pracowita środa - miara drewniana
Tak tak ...znowu spóźniona ...ale za to zadowolona z efektu ;) ... a to się liczy ...najpierw kilka inspiracji (niestety nie pamiętam skąd więc jeśli znacie autora to proszę o informację)









Przepełniona atmosferą powyższych zdjęć zabrałam się do dzieła
Przed (nieodmiennie część PRL - owskiej meblościanki)

W trakcie



i tadam ...
Po


wciąż nie mam pomysłu na uchwyty ...chyba je zaszpachluję i zamaluję ...i z serii moich ulubionych
Przepełniona atmosferą powyższych zdjęć zabrałam się do dzieła
Przed (nieodmiennie część PRL - owskiej meblościanki)
W trakcie
i tadam ...
Po
wciąż nie mam pomysłu na uchwyty ...chyba je zaszpachluję i zamaluję ...i z serii moich ulubionych
niedziela, 30 października 2011
wędrowki niedzielne - halloween party 2011
Oto przepis na niezwykle udane (podpieram się opinią dzieci ;) ) przyjęcie Halloween
1. Dekoracje - ważne są chęci i samozaparcie :)
do stworzenia strasznej lampy potrzebujemy - starego abażuru, farb plakatówek, czarnej wełny i czarnych kartek papieru
korzystając z tego przepisu tworzymy rzesze nietoperzy
klosz malujemy zwykła farbą plakatówką (można pewnie bardziej profesjonalnie ;) ) przyczepiamy nietoperze używając wełny i taśmy malarskiej (uroki mieszkania na budowie) i gotowe
za radą zaczerpniętą stąd stworzyliśmy pajęczynę
były duchowe zasłonki
przerażający ;) stół (rada - zwykłe plastikowe miski i talerze można okleić buziami z czarnego papieru samoprzylepnego)
i wszędobylskie dynie
2. Zaproszenia i lista zabaw - zaproszenia należy zrobić osobiście (czasem sapiąc, że tyle pisania - to starszak) a lista zabaw jest niezbędna ( w końcu to pełny profesjonalizm ;) )
3. Starszak z entuzjazmem opowiadał zaproszonym jak bawią się w ten dzień dzieci w Anglii. Niezbędne było przetrenowanie hasła "otwierającego bramę" do morza słodyczy - cukierek czy psikus i powędrowaliśmy do sąsiadów (czyt. dziadków mieszkających na dole )
4.Zabawę otwierała tradycyjna konkurencja Halloweenowa - łowienie jabłek w misce wody
5. A potem był wyścig z jajkami (no tak to nie te święta ;) ale za to było wesoło)
6. Domalowywanie miny dyń z zawiązanymi oczami było strzałem w 10
7. Było też edukacyjnie - robiliśmy zakładki do książek - miotły wiedźmy, które wylądowały na sieci pająka
nasi goście
i moi chłopcy
na zakończenie warto dać dzieciakom czas na zabawę (u nas była to godzina konkursów i godzina zabawy) ponadto nasi goście otrzymali takie oto upominki
z przeciętej na pół koperty tworzymy torebkę z uszami z wełny
stroimy dowolnie - u nas wszędobylskie dynie
przygotowujemy miły bilecik i coś słodkiego
a następne straszne przyjęcie już za rok :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)